W sieci pojawiły się komentarze do wypowiedzi Pani Olgi Tokarczuk na temat religii, jako źródła cierpienia (wypowiedź sprzed roku, link na dole artykułu). Gruba teza. Powiedziała między innymi: 

„tam, gdzie religia się miesza do życia ludzi, tam rodzi najwięcej bólu, cierpienia, wykluczenia”;  „(…) być może trzeba by było poskromić tę potrzebę religijną, chociażby po to, w tej sytuacji bardzo gorącej dzisiaj na świecie, żeby stać się ludźmi niezależnymi od pewnych dogmatów, które nie radzą sobie w nowej sytuacji, skomplikowanej sytuacji świata (…)”; „Wydaje mi się, że żadna z religii istniejących dzisiaj na świecie nie radzi sobie z tym nowym porządkiem(…)”

Oczywiście nie zgadzam się z tymi stwierdzeniami. Wierzę, że chrześcijaństwo jest odpowiedzią na potrzeby człowieka w każdym momencie historii. Uważam też, że „Potrzeby religijnej” nie da się „poskromić”, bo… i tu można cytować, cytować, cytować – człowiek z natury jest otwarty na Boga (św. Augustyn i capax Dei), Bóg jest przedmiotem troski ostatecznej każdego człowieka (Paul Tillich), a nasze serce po prostu tęskni za wiecznością (Koh 3:11). Ale to mój teistyczny punkt widzenia, z którym nie każdy musi się zgodzić. Zdaję też sobie sprawę, że mówiąc chrześcijaństwo, moje doświadczenia mogą być zupełnie inne niż Pani Olgi Tokarczuk.
Warto jednak przez uprzedzeń tej wypowiedzi się przyjrzeć, a nawet – jeśli jesteśmy dość odważni – warto się w niej przejrzeć.   

Część tzw. chrześcijańskich komentarzy wyraziła oburzenie i zawierała kolejną falą niechęci, krytyki i wymienianiem miejsc, w których ateizm, rewolucja i bezbożne ideologie są źródłem jeszcze większego, niż religia, cierpienia. Tak jakby porównanie draństw w jakikolwiek sposób usprawiedliwiało chrześcijaństwo (bo jeśli komunizm i marksizm mają więcej cierpienia na swoim koncie, niż Kościół, to wszystko jest ok – taki wydźwięk ma dla mnie komentarz Pana Dariusza Mateckiego i kilku innych oburzonych). 

Pytanie o nadążanie

Pytanie, które zadaję sobie w słuchając wypowiedzi Pani Olgi Tokarczuk, brzmi: co myśmy zrobili z chrześcijaństwem? Dlaczego chrześcijaństwo, które u swego zarania było (a ja wierzę, że niezmiennie wciąż jest) najbardziej progresywną i rewolucyjną opcją społeczną, dziś tak wielu osobom wydaje się nieadekwatne i nienadążające za problemami współczesności. Co zrobiliśmy z tak bardzo uniwersalnym przesłaniem, o miłości, pokoju i przebaczeniu, którym Bóg obejmuje nas z krzyża, że w opinii nam współczesnych, chrześcijaństwo, zamiast jako religia radości i pokoju, jawi się jako jedno z wielu źródeł opresji i cierpienia.

Pytanie o cierpienie

A co do religii jako źródła cierpienia… To stwierdzenie nie ogranicza się – jak byśmy chcieli – do czasów inkwizycyjnych stosów i polowań na czarownice. To także pytanie o współczesne chrześcijaństwo. Dzisiaj jest inna epoka – Internetu, w którym dawną przemoc fizyczną zastąpił wszechobecny hejt. Poczytajmy bez uprzedzeń tzw. chrześcijańskie portale i fora. Chciałbym wierzyć, że ich treść nie daje podstaw do stwierdzenia, że „religia jest źródłem cierpienia”. Chciałbym wierzyć, że aktywność chrześcijan w sieci nikogo nie rani, na nikogo nie wylewają się ataki hejtu, inwektyw i internetowej agresji.

Myślę, że wypowiedź Pani Tokarczuk po prostu bezpardonowo punktuje miejsca, w których sprzeniewierzyliśmy się ewangelicznemu poselstwu. I nie ma co się obrażać. Trzeba po prostu bardziej zawalczyć o to, żeby chrześcijaństwo, które pokazujemy, nie raniło i nadążało. 

Przecież żadna ze zmian we współczesnym świecie, nie zaskakuje Pana Boga (Boga nie da się zaskoczyć nawet najbardziej pogibanymi pomysłami). Wierzymy, że Bóg kocha nas i świat wokół nas tak samo, jak w każdej innej epoce. I mało tego, przynagla nas, żebyśmy byli tej miłości świadkami i kochali w ten sam sposób. 

5 2 votes
Article Rating
Subscribe
Powiadom o
4 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments
Michał Grochowiecki
10 miesięcy temu

A co jeśli chrześcijaństwo nie jest religią? Wg mnie nie jest a zacytowana wypowiedź Pani Olgi wydaje mi się prawdziwa. Najwięcej bólu, cierpienia, wykluczenia sprawili Jezusowi najbardziej religijni ludzie w jego czasach. Dziś jest podobnie. Im ktoś bardziej religijny, tym bardziej fanatycznie broni zasad swej religii, a istnienie tych zasad pozwala gładko i z poczuciem „sprawiedliwości” zamykać się na drugiego Człowieka.

Michał Grochowiecki
10 miesięcy temu

Podoba mi się Twoja sugestia, że w tej wypowiedzi warto się “przejrzeć”!

9 miesięcy temu

Great content! Super high-quality! Keep it up! 🙂

Mariusz
5 miesięcy temu

Z jednej strony racja, ale z drugiej przecież wierzycie że bardzo wielu ludzi będzie cierpieć wieczne męki! Może stąd takie podejście kościołów by na siłę prostować grzeszników. Wiem że piekło jest tematem którego unikają ewangeliczni, ale przecież wierzą jak wierzą….